
OSTRZEŻENIE! Jeśli nie chcesz dostać depresji lepiej tego nie czytaj. Tak na serio, nie bierz tego na poważnie. To jedynie scenariusz który sama wymyśliłam. Z góry przepraszam za moją wyobraźnię.
Pewnego jesiennego wieczoru, pokłóciłaś się z Taehyung'iem.
- Taehyung, spokojnie, wszystko będzie dobrze. Pamiętaj zawsze będę przy tobie. - powiedziałaś, po czym podeszłaś do ukochanego i położyłaś głowę na jego ramieniu.
V próbując naprawić sytuację, tylko ją pogorszył, bardzo pogorszył.
- Nie. Nie mów, że będzie dobrze. Nie potrzebuję tych twoich pocieszeń, nie potrzebuję twojej pomocy, nie potrzebuję cię! - Wściekły krzyknął.
Ty prawie się rozpłakałaś, a on ciągnął dalej;
- Sam dam sobie radę, nie jestem małym dzieckiem! Twoje rady są mi nie potrzebne! Wynoś się z tąd!!!
Zrozpaczona wybiegłaś z mieszkania, myśląc, że twój ukochany naprawdę cię już nie kocha. Dla ciebie największą obrazą było usłyszeć od ukochanej osoby, że cię nie potrzebuje.
Tae po paru minutach zrozumiał co tak naprawdę powiedział. Bardzo tego żałował. Usiadł na kanapie, po czym złożył ręce jak do modlitwy, a następnie zamknął oczy i oparł głowę na swych dłoniach. Nie krył swojego smutku. Z pod jego powiek wypłynęło morze łez. Nie był w stanie zrozumieć, jakim cudem mógł powiedzieć takie coś, najważniejszej osobie w jego życiu. Chłopak był wystraszony tym, że nie wróciłaś na noc do domu. Nie udało mu się zasnąć nawet na minutę.
Rano dzwonił do ciebie, chyba 30 razy. Za każdym razem nie odbierałaś. Taehyung postanowił wysłać ci sms-a w którym otwarcie przyznał ,,Przepraszam". Po chwili zauważył, że również mu coś przysłałaś. Wziął telefon do rąk i odczytał wiadomość. Jedyne co było tam napisane to ,, Nie wierzę ci.". Nie wiedzący co ze sobą zrobić usiadł i stwierdził, że dzisiejszy i wczorajszy dzień, to jak na razie najgorsze dni w jego życiu.
Następnego ranka, od razu po obudzeniu zobaczył karteczkę przyklejoną do lampki nocnej. Wiadomość była oczywiście od ciebie. Szybko zerwał się z kanapy i z wielką siłą zerwał żółtą karteczkę, na której było napisane; ,,Dziś o 12.00 na moście Banpo, mam zamiar popełnić samobójstwo. Moje problemy, plus twoje słowa, nie daję sobie z tym rady. RÓB CO CHCESZ"
- Co ty robisz?! Po tym co mi powiedziałeś! Jeszcze chcesz mnie ,,ratować"!
- Y/N przecież wiesz ile dla mnie znaczysz... Nie potrafiłbym wytrzymać jednego dnia bez ciebie.
- W sumie, ja też . Poświęciłam całe życie, aby tu być. Już w podstawówce zaczęłam uczyć się koreańskiego, wyjechałam tu na studia i tak dalej. Bez ciebie, mogłabym nie istnieć. Gdybyś się ze mną rozstał, wszystko co bym w życiu osiągnęła, straciłoby sens.
- Widzisz, to znak, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
- Ale to co powiedziałeś tamtego wieczora?
- To nieprawda. Zapędziłem się.
Wykorzystując nie uwagę chłopaka, znów chciałaś skoczyć. On znowu cię uratował. Złapał cię za twoją talię i odepchnął do tyłu. Ty przewróciłaś się na plecy. V szybko przycisnął twe ręce do ziemi, abyś nie mogła się podnieść, po czym ukucnął nad tobą. Zaczął płakać i krzyczeć;
- Y/N, Nie rozumiesz tego?! Nie mógłbym Cię stracić! Kocham cię! Nie rozumiesz tego!?
Bez ciebie mógłbym już nie żyć! Naprawdę nie wiesz ile dla mnie znaczysz?! Naprawdę?! - nie potrafił skończyć swojej wypowiedzi.
- PRZEPRASZAM!!! Za wszystkie moje słowa! Za wszystko co ci zrobiłem! PRZEPRASZAM!!! - zrozpaczony darł się na cały Seul.
Poczułaś pęknięcie w sercu. Nie potrafiłaś wytrzymać smutku i wyniszczenia kochanego. Po paru sekundach rozpłakałaś się razem z nim. On wstał, po czym dał ci rękę. Po wstaniu przytuliłaś się do niego;
- Już dobrze Tae.
- Pamiętaj jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Przysięgaj, że NIGDY, ale to NIGDY ponownie nie wykręcisz mi takiego numeru.
- Przysięgam.
- Jeśli mi jest pisane to co najgorsze, to trudno, ale ty zasługujesz na to co jest najlepsze. Nie myśl nawet o tym, żeby uciekać z Ziemi do innego świata, ja i tak cię znajdę i uratuję.
Wróciliście późnym wieczorem do domu. Zmęczeni, usiedliście na łóżku. Całą noc opowiadaliście sobie, jak dużo dla siebie znaczycie.
Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.